Wiatr od morza. Sztorm

Wiatr od morza. Sztorm

Cykl Wiatr od morza – część 1

Magdalena Witkiewicz

Pracownia dobrych myśli 2025

Wysłuchana jako audiobook w Empik Go, lektorzy Anna Ryźlak, Maciej Więckowski.

Zainteresowałam się tą pozycją, bo została wybrana przez użytkowników LC książką roku 2025 w kategorii ‚literatura obyczajowa, romans’. Dodatkowo uznałam, że lato do dobra pora na taką kategorię. Okazało się, że nie do końca romans, a jeśli już to taki bardziej tragiczny.

Narratorką jest Anna, kobieta spełniona, nauczycielka, żona, matka i babka, która wraca pamięcią do lat spędzonych w liceum przed ponad 40 laty i do swojej pierwszej miłości. Wspomnienia Anny przenoszą nas do Gdańska w latach 80 XX w., gdzie dzieje się wielka historia ze strajkiem w stoczni gdańskiej, powstaniem Solidarności i wprowadzeniem stanu wojennego. Wydarzenia te widzimy oczami licealistów, mniej lub bardziej zaangażowanych w otaczającą ich rzeczywistość. Towarzyszymy paczce przyjaciół w szkole, na imprezach czy osiedlowych ławkach, chłoniemy atmosferę szarości i kryzysu tamtych czasów, braków w zaoptarzeniu, partyjnej propagandy i służb pracujących nie na rzecz społeczeństwa lecz przeciwko. Szkolna miłość zmienia się w coś dramatycznie bolesnego, również lub przede wszystkim z powodu czasów w jakich przyszło żyć bohaterom.

Historia bardzo ciekawa, świetnie obrazująca przedstawiany czas i jego realia, wątek miłości i dramatu również dobrze przedstawiony, a jednak trochę męczył i drażnił mnie nadmiar moralizowania czytelnika wplątany przez autorkę do fabuły. Wywody na temat odpowiedzialności, konieczności ponoszenia konsekwencji związanych z podejmowanymi decyzjami i wyborami czy zasad idealnej edukacji i wychowywania młodzieży przez szkołę trochę zbyt łopatologicznie wykładane czytelnikom, zbyt nachalne. Trudno mi wyrazić to słowami, ale czułam się zbyt pouczana i intensywnie instruowana, jakby autorce brakowało wiary w moje możliwości poznawcze lub stan mojego postrzegania świata i odróżniania dobra od zła.

Historia ma kontynuację w drugiej części, w postscriptum autorka zapowiedziała, że przyniesie ona duże zaskoczenie. Bardzo mnie zaciekawiła to zapowiedź, bo mam swoje przemyślenia i podejrzenia, ciekawe czy okażą się nietrafione i będę zaskoczona przedstawionym zakończeniem.

Moi przyjaciele

Moi przyjaciele

Fredrik Backman

Marginesy 2026

Wysłuchana jako audiobook w Empik Go, lektor Wojciech Masiak (b. przyjemny w odbiorze).

Duża radość gdy ulubiony autor wydaje nową książkę, a jeszcze większa gdy okazuje się ona równie świetną lekturą jak poprzednie. Bardzo lubię sposób opowiadania autora, jego wrażliwość na wiele aspektów rzeczywistości i humor, z którym przedstawia ważne, trudne i niezwykle poważne lub wręcz tragiczne tematy.

W tej historii takimi tematami są przemoc w rodzinie, przemoc w domach zastępczych, śmierć przyjaciela, samobójstwo czy śmierć w ogóle. Ale histora jest o przyjaźni. Główną postacią jest nastoletnia Luisa, która straciła przyjaciółkę, a tym samym obrończynię przed złem czającym się w jej najbliższym otoczeniu. Zupełnie przypadkiem i w dość awanturniczych okolicznościach poznaje pewnego bezdomnego, który okazuje się kimś zupełnie innym i ofiarowuje Luisie niezwykły prezent. A w zasadzie dwa prezenty, bo w komplecie Luisa otrzymuje Teda, najbliższego przyjaciela tajemniczego bezdomnego człowieka. Co prawda Ted nie ma ochoty na przyjaźń z Luisą, bardziej chętny jest do przedstawienia jej historii prezentu jaki otrzymała. I tutaj znowu w pakiecie dziewczyna otrzymuje również historię ich przyjaźni.

Naprawdę dobrze się tego słuchało, piękna opowieść, piękna mimo, że wiele przedstawionych zdarzeń było niepięknych, a mimo tego autor potrafił z tego zrobić pozytywną historię o optymistycznym wydźwięku.

Prawdziwe tygrysy

Prawdziwe tygrysy

Slough House tom 3

Mick Herron

Przekład Robert Kędzierski i Anna Krochmal

Insignis 2022

No to idę serią jak rzadko. Wypożyczyłam wszystkie części z lokalnej biblioteki publicznej, więc czytam po kolei. Trzecia część w tempie pierwszej, świetna. Wciągająca od pierwszej strony i ze świetną, spójną historią.

Porwanie agenta (jednego z kulawych koni, niemniej agenta), próba spełnienia żądań porywaczy i wyjątkowe kłopoty przez podjętą akcję, wojna o władzę w MI5, intrygi, kłamstwa, oszustwa i zdrady czy inne akty nielojalności. Dodatkowo nowy minister, zwierzchnik agencji, który też próbuje ugrać jak najwięcej na swoją korzyść. A w tle Szare Księgi czyli akta świrów, dokumentujące najróżniejsze terorie spiskowe krążące w najgłębszych i najmroczniejszych zakątkach światowej rozległej sieci. Czy jeden z takich świrów próbuje wykorzystać przepychanki w MI5 do swoich celów, która ze stron odniesie sukces i jak to się wszystko skończy? Jak wpłynie to na pracowników Slough House, czy grozi im zamknięcie ich oddziału czy też inne niebezpieczeństwa, a może część z nich będzie się musiała pożegnać z pracą bo nadzwyczajnie podpadną szefowi? Sytuacja sie zmienia z każdą stroną i ciągle jest na co czekać, do samego końca. Świetna rozrywka, dobrze napisana i zaplanowana historia.

Martwe lwy

Martwe lwy

Slough House tom 2

Mick Herron

Insignis 2021

Wypożyczona z lokalnej biblioteki publicznej.

Po pierwszej części, którą przyjęłam z dużym entuzjazmem, druga wypadła trochę słabiej. Może dlatego, że kulawe konie znowu są wplątane przez Regent Park w podejrzane działania i błędy ich zleceniodawców po raz kolejny idą na konto zdegradowanych agentów. A ich szef tym razem płynie z prądem i nie zaskakuje żadną nieprzewidzianą akcją. Dodatkowo miałam problem z wiarygodnością zaproponowanej przez autora akcji podjętej przez MI5, jeszcze pomysł zwerbowania rosyjskiego oligarchy z ambicjami politycznymi na agenta wpływu może mogłabym zaakceptować, ale fakt, że z inicjatywą wyszedł koleś z działu HR i zrobił to tak absolutnie beznadziejnie oraz bez zgody, a nawet wiedzy swojej przełożonej, to już mi się nie kleiło. Nie było wow, ale bez tragedii, przyjemność z czytania na przyzwoitym poziomie.

W tej części sporo akcentów związanych z Rosją (czy też ZSRR), próba zwerbowania oligarchy to jedno, budzą się również duchy związane z zimną wojną gdy umiera jeden ze starych agentów, jeszcze z czasów zimnej wojny właśnie. Oficjalnie umiera na zawał, ale Jackson Lamb nie wierzy w tę historię i rozpoczyna własne śledztwo. Próbując wyjaśnić tę sytuację zmuszony będzie sprawdzić czy możliwe jest, że KGB pozostawiło w W. Brytanii całą sieć uśpiony agentów tzw. cykad.

W północnym lesie

W północnym lesie

Daniel Mason

Wydawnictwo Poznańskie 2025

Polecona przez Łukasza Chmarę, lecz niestety tym razem rozjechały nam się gusty i nie przyniosła mi przyjemności czy czytelniczej radości. Być może dlatego, że to kolejna książka (po Atlasie chmur), która bardziej jest zbiorem opowiadań niż jednolitą powieścią. A skoro nie lubię opowiadań, to trudno spodziewać się satysfacji z takiej lektury. W zasadzie powinnam poczuć się ostrzeżona, czy ponformowana przez ŁCh, ale jakoś inaczej zrozumiałam jego polecajkę. Ostatecznie przeczytałam całość, ale bez zachwytu.

Elementem łączącym wszystkie cześći w całość jest dom i otaczający go las (tytułowy północny las). Poznajemy kolejnych mieszkańców i właścicieli domu, od pary kochanków, uciekinierów z purytańskiej kolonii, którzy wybrali sobie to miejsce do zamieszkania i wybudowali małą chatę, poprzez porwaną przez Indian białą kobietę, kanadyjskiego generała, który mając dość żołnierskiego życia i wojen kupuje dom i ziemię i postanawia wyhodować najsmaczniejsze jabłka w USA, malarza, który chowa się tutaj przed światem gdy uświadamia sobie, że zakochał się w niewłaściwej osobie i innych. Poszczególne części mają różną formę, jest relacja spisana na marginesach Biblii, są listy, artykuł w gazecie, wiersze/ ballady. Ta różnorodność mogałaby uatrakcyjniać całość, ale była raczej męcząca. Nie pomogły nawet elementy ze świata nadprzyrodzonego przewijające się w historii, ani dosyć pomysłowe sposby na połączenie kolejnych postaci i ich historii ze sobą. Ogólnie średnio to wypadło w moim odbiorze.

Światło między oceanami

Światło między oceanami

M.L. Stedman

Albatros 2026

Tłumaczenie Anna Dobrzańska

Wysłuchana jako audiobook w Empik Go, lektor Anna Dereszowska (i tak jak lubię tę aktorkę, to jako lektorka nie sprawdza się za dobrze, zbyt mocno aktorzy, jedniak audiobook to nie rola filmowa i za dużo grania robi z lektury męczące proces.

Inna książka tej autorki pojawiła się ostatnio wśród polecanych w różnych książkowych przestrzeniach, ale „Światło między oceanami” wskazywana była jako debiut autorki, postanowiłam zacząć od niej.

Pierwsza połowa była tak słodko-banalna, że niełatwo było mi wytrwać, niemniej trzymał mnie opis wydawcy, że to książka o niewłaściwych wyborach oraz o złych decyzjach dobrych ludzi. I tak, przytrzymał mnie przy tej historii, ale jednocześnie tak wiele ten opis zdradzał, że odarł opowieść z zaskoczenia i pozbawił czytelników odkrywania niewiadomego. Druga część rekompensuje wszystko bo nieczego już nie da się przewidzieć i przedstawione są niezwykle istotne aspekty ludzkich decyzji oraz ich konsekwencje.

Straumatyzowany walką na frontach I wojny światowej Tom Sherbourne nie umie znaleźć odpowiedzi na pytanie dlaczego przeżył, gdy tak wielu jego współtowarzyszy broni zginęło. Nie potrafi wrócić do życia jakie prowadził przed wojną, wybiera pracę na latarni morskiej na wyspie pozbawionej innych mieszkańców. Podczas podróży na wyspę, która ma zostać jego domem, spotyka dziewczynę, która odmieni jego życie. Mimo ogromnej miłości, która połączy Toma i Isabelle, los nie oszczędzi im tragicznych momentów, które nie pozwolą na szczęście. A gdy Isabelle znajduje sposób na odnalezienie szczęścia odbywa się to kosztem innej osoby i nie daje spokoju Tomowi. A potem wszystko się sypie i nie ma dobrego rozwiązania.

Ciekawa historia z mnóstwem pytań o właściwe postępowania i zachowania oraz konsekwencje podjętych decyzji. Pytania zostają na długo.

Wiolonczelista z Sarajewa

Wiolonczelista z Sarajewa

Steven Galloway

Marginesy 2015

Znaleziona na blogu „Bałkany według Rudej”, w sekcji „Lektury inspirowane Bałkanami”.

Wojna w Jugosławii, a dokładnie oblężenie Sarajewa, lecz tym razem nie reportaż, opracowanie historyczne czy esej, lecz literatura piękna.

Zwykle trochę lekceważymy (a może to dotyczy tylko mnie?) literaturę piękną jako źródło informacji na jakiś temat. Bo literatura piękna to fikcja, a nie fakty, jak więc polegać na niej i budować sobie obraz czegokolwiek? Jednak w jednym z Raportów o książkach Agaty Kasprolewicz prowadziła ona super rozmowę na ten temat, w której padło dużo argumentów wskazujących, że czasem można powiedzieć bardzo dużo i doskonale oddać atmosferę i ducha opisywanych wydarzeń właśnie w literaturze pięknej. Cytowany był amerykański politolog, korespondent wojenny i reportażysta Robert D. Kaplan, który stwierdził, że nic mu nie powiedziało tak wiele o świecie, żadne opracowania politologiczne, nawet żadne reportaże, jak literatura piękna.

Tytułowy wiolonczelista inspirowany jest prawdziwą postacią i prawdziwymi wydarzeniami z 1992 roku. Gdy w sąsiedztwie jego mieszkania zabite zostają 22 osoby stojące w kolejce po chleb postanawia uczcić każdą z nich koncertem w miejscu gdzie zginęli. Przez 22 dni gra wytrwale w miejscu śmierci mieszkańców Sarajewa. Książka przedstawia kilka dni z oblężonego miasta widziane oczami 3 mieszkańców miasta, w każdą z historii wpleciona jest opowieść o wiolonczeliście. Strzała jest snajperką, broni miasta i jego mieszkańców, lecz stara się działać na swoich zasadach, za wszelką cenę nie chce się dać ponieść nienawiści, nie chce stać się taka jak atakujący miasto. Goran próbuje dotrzeć do piekarni, w której pracuje, choć ma dzień wolny, bo jest to jedyna szansa na posiłek w głodującym mieście. Natomiast Kenan idzie do jednej z nielicznych działających i nieskażonych studni w mieście by zaopatrzyć swoją rodzinę oraz sąsiadkę w wodę. Przejście przez miasto atakowane z moździerzy oraz ostrzeliwane przez snajperów jest nie lada wyczynem, każde skrzyżowanie lub most może stać się ostatnim przystankiem, w każdym z tych miejsc można stracić życie. Czytałam w wielkim napięciu, ze świadomością, że wszystko może się zdarzyć, licząc się, że z każdym z poznanych bohaterów może trzeba będzie się pożegnać na kolejnej stronie. Mimo przewidywanych możliwych zdarzeń, historia zaproponowana przez autora, szczególnie historia Strzały, zaskoczyła mnie i pokazała dodatkowe okrucieństwo wojny. Przejmująca opowieść.

Jeden aspekt wywoływał moją irytację, autor cały czas opisywał agresorów jako „żołnierzy na wzgórzach”, być może miał dla takiego sposobu uzasadnienie, ale ja nie umiałam go dostrzec. Odbierałam to jako zbyt daleko idącą poprawność mającą na celu niedrażnienie bośniacki Serbów czy też Serbów jako takich. To tak jakby o armii niemieckiej atakującej Polskę w 1939 uparcie pisać „żołnierze w czarnych mundurach” czy jakkolwiek podobnie.

Kulawe konie

Kulawe konie

Slough House – tom 1

Mick Herron

Insignis 2021

Wysłuchana jako audiobook w Empik Go, lektor Krzysztof Gosztyła (rewelacyjnie!).

Cykl Slough House z każdą kolejną częścią poleca czytający Dominikanin z Bookszpanu, i to za jego rekomendacją nabrałam ochoty na szpiegowską sensację. I idealnie nam się pokrył odbiór, mi też się ogromnie spodobała ta pozycja i mam wielką ochotę na kolejne części, a to sporo znaczy, bo nie wszystkie cykle kontynuuję.

Wyjątkowo intrygująca historia. Ciemne strony MI5 i świetna akcja z zaskakującym zakończeniem. Wyjątkowo zaangażowałam się w historię zdegradowanych agentów, którzy w wyniku popełnionych błędów lub zaniedbań (czy też przewinień lub nawet przestępstw) zostali zdegradowani i zamiast pracy operacyjnej wykonują nudne i żmudne analizy lub inne biurowe pierdoły. Nie zostali zwolnieni, ale ich przełożeni liczą, że sami odejdą, ponieważ nie wytrzymają nudy, bezsensowności i pogardy jaką obdarzają ich koledzy czy też byli koledzy.
Tymczasem ‚kulawe konie’ (bo tak są nazywani) zostają wykorzystani do bieżących i kluczowych działań MI5, z tym, że akcja nie przebiega po myśli organizatorów i najprawdopodobniej nie skończy się dobrze, również dla kulawych. Ich szanse na obronę swojego niezwykle nadwyrężonego honoru są niewielkie, nie tyle ze względu na ich kiepskie umiejętności (choć też), ale również dlatego, że koncepcja by zostali kozłami ofiarnymi jest bardzo kusząca i to dla wysoko umiejscowionych w strukturach osób.

Czy szef kulawych Jackson Lamb, mimo że również wypadł z głównego nurtu szpiegów, znajdzie sposób, by wybronić swój zespół? Czy możliwe jest uratowanie skompromitowanej operacji oraz, co ważniejsze, ofiary, której grozi ogromne niebezpieczeństwo? Kiedyś był doskonałym agentem, więc ma potencjał, ale czy z zespołem przegrywów uda mu się cokolwiek? Ekscytująca fabuła, gorąco polecam.

Już natychmiast słuchałabym kolejnej części, ale niestety nie ma w Empiku:-( Muszę zaleźć w innym miejscu lub formie.

Atlas chmur

Atlas chmur

David Mitchell

Wydawnictwo MAG 2012

Tajemniczy algorytm googla, który wie, że interesują mnie informacje o książkach zwrócił moją uwagę na artykuł na Well.pl o tym, że Atlas chmur został wybrany przez użytkowników Goodreads za najlepszą książkę XXI w. (czy może dokładniej pierwszego ćwierćwiecza XXI w.). Poważna rekomendacja, postanowiłam poznać tak wysoko ocenioną książkę. Długo wgryzałam się w treść, zbliżałam się do 100-nej strony i nie czułam fenomenu książki XXI wieku, cały czas zastanawiałam się czy nie odpuścić sobie, ale ostatecznie historia zyskała moją uwagę i zainteresowanie.

Atlas chmur to 6 niemalże odrębnych historii, ich powiązanie z kolejnymi częściami jest bardzo luźne, np. bohater kolejnej części czyta dziennik, który był materią części poprzedniej, lub historia wydawcy, który wpada w kłopoty jest oglądana jako film w innej części, albo adresat listów jest jedną z głównych postaci kolejnej części. Rzeczywiście związki są luźne, ale po przeczytaniu całości można znaleźć nieoczywisty motyw łączący je w całość. Albo oczywisty, ale ja jak zwykle nie mam pewności czy dobrze to sobie interpretuję. Bo oczywiście spodziewałam się bardziej wprost połączenia i iluminacji, gdy wszystkie klocki wpadają na swoje miejsce i wszystko staje się jasne i wiadome. To nie, tak nie było, potrzeba samodzielnego połączenia kropek i może to zostało docenione, a ja jak zwykle jestem oporna na konieczny do wykonania samodzielny wysiłek umysłowy i stąd nie do końca zachwyciłam się tą pozycją.

Pierwsza część zabiera nas w podróż po morzach południowych szkunerem „Wieszczka” razem z amerykańskim notariuszem, dzięki któremu poznajemy nie tylko przemoc białych kolonizatorów wobec ludności rdzennej, lecz również Maorysów wobec Moriori. Następnie przenosimy się do Belgii lat 30 XX w. i towarzyszymy młodemu muzykowi, który pozbawiony majątku i wydziedziczony przez ojca zostaje sekretarzem innego muzyka i dzięki temu zyskuje dach nad głową i pensję. Kolejny epizod to lata 70 XX w. w USA, gdzie jądrowy gigant uruchamia kolejny reaktor, mimo obaw i sprzeciwu konsultanta naukowego, który odkrywa wadę konstrukcyjną urządzenia grożącą krytyczną awarią. Bohaterem następnej części jest wydawca, który wpada w kłopoty, gdy jeden z wydawanych autorów czuje się oszukany i nasyła na niech swoich niestroniących od bitki braci. Kolejny rozdział uzasadnia przynależność książki do gatunki sci-fi ponieważ dzieje się w nieokreślonej przyszłości, w antyutopii gdzie ludzie hodują sobie fabrykanty genomując je do wykonywania ciężkich i niesatysfakcjonujących prac typu zbiórka śmieci lub usługiwanie w kantynach, obiecując im odpoczynek po 12 latach pracy, gdy inwestycja się zwróci. Ostatni z serii przedstawionych obrazów to postapokaliptyczny obraz wyspiarskiej społeczności, która zdołała przetrwać Upadek zgotowany przez Starych ludzi. Po tej kulminacji jeszcze raz otrzymujemy wgląd w każdą wcześniej opisaną rzeczywistość,

Ciągle mam wątpliwości czy podpisałabym się pod wyborem Goodreads, ale z pewnością jest to niezwykła pozycja, na pewno pozostająca w pamięci i drażniąca wyobraźnię, inspirująca do przemyśleń i dyskusji.

Lazar

Lazar
Nelio Biedermann
Marginesy 2026

Wysłuchana jako audiobook w Empik Go, lektor Paweł Paprocki (+).

Booksletter Wyborczej dosyć lekceważące wyraził się o tym autorze i powieści. Niby wspomniał, że debiutancka powieść 22-letniego węgierskiego arystokraty wychowanego w Zurychu była bestsellerem w Niemczech oraz pisały o niej New Yorker oraz New York Times, ale przywołany cytat z NY „przypomina wizytę w muzeum starych powieści” lub opinia autora Bookslettera „zamiast prawdy oferuje bajkę i uroczo ślizga się po trudniejszych momentach” czy też „głębi w tym za wiele nie ma, ale czyta się miło” nie brzmiały zbyt pochlebnie. Więc może na przekór zapragnęłam sama sprawdzić.
Nie będę za bardzo kruszyć kopii, bo rzeczywiście stwierdzenie, że czyta się miło dosyć dobrze podsumowuje również moje wrażenia, ale trudno znaleźć mi argumenty by rozwinąć to stwierdzenie.
Książka przedstawia dzieje arystokratycznej węgierskiej rodziny von Lazar w 1 połowie XX w. Historia rozpoczyna się wraz z narodzinami Lajosa w leśnym zamku rodziny. Tłem historii rodzinnej jest historia Węgier, na początku cesarskiej potęgi, po I WŚ rozczarowanej prawicowej dyktatury, następnie sojusznika faszystowskiej III Rzeszy pokonanego przez Armię Czerwoną, w końcu satelickiego komunistycznego państwa całkowicie podległego ZSRR. To historyczne tło to moja ulubiona warstwa powieści, pozwala dowiedzieć się więcej o tym kraju oraz o dwudziestowiecznej Europie. Z pełną świadomością oczywiście, że to literatura piękna, a nie historyczny esej. Dzieje rodziny von Lazar ciekawe, ale wszyscy bohaterowie jacyś tacy odlegli, nie udało mi się wejść w ich życie na tyle mocno, by przeżywać ich los i najróżniejsze niezwykle dramatyczne wydarzenia (samobójstwa, zdrady, śmiertelne wypadki, gwałty, służbę dla reżimu dokonującego eksterminacji ludności żydowskiej, utrata majątku, ucieczka z kraju). Nie poruszyła ta historia we mnie nic głęboko, nie do końca potrafię to opisać, ale nie nawiązała się relacja czytelnik – bohaterowie książki.